Nasze propozycje

  • Spotkanie z Krzysztofem Vargą w Meskalinie 17 V 2012 o godzinie 19:00 wokół jego nowej książki Trociny Więcej...
  • Zapraszamy na spektakl duetu Kalauz/Schick „CMMN SNS PRJCT”sobotę, 19.05.2012, godz. 19:00, Centrum Kultury Zamek, Sala pod Zegarem Więcej...

  • UKŁADY RÓWNOLEGŁE. GEGO/MAZIARSKA/TROCKEL - Artystyczny przystanek w Starym Browarze od 8 marca do 26 sierpnia 2012 Więcej...



Skupieni wokół Lecha

Listopadowe popołudnie anno domini 2011 nie należało do szczególnie miłych. Nie dlatego, że Meir Dagan - człowiek z nożem w zębach, jak go nazywaja ziomkowie - ponownie objawił światu, iż bez „ataku wyprzedzającego” ( ironio – jaka ładna  nazwa dla inwazji, zupełnie jak niegdysiejsze „obozy pracy”) na irańskie cele nuklearne świat nie będzie bezpieczny ( choć to humoru mi nie poprawiło). Zapewne również nie dlatego, iż norweski, zaintubowany od czasu do czasu sterydem, robot do zwyciężania znowu dołożył naszej Jusi . Chyba też nie porażka naszego debla w finale masters ( dla odmiany dokonali czegoś przełomowego). Smutny nastrój to avatar porażki Lecha i sumy wszystkich strachów  kibiców, która spotęgowana i w cielesnej formie zmroziła serca kibiców przechadzając się ulicami Poznania. Lech nie wygrał. Mało tego – Lech przegrał na Bułgarskiej! Rzecz, która znakomitą większosć ludzi obchodziła mało lub wcale doprowadziła do palpitacji i na skraj załamania, lekko licząc kilkadziesiąt tysięcy osób. To już nie jest mała histeria jak ta, gdy w H&M zabrakło ciuchów z kolekcji Versace . Schodząc pod strzechy na smyczy opłacalnosci i w imię świetlanej przyszłości, legendarny dom mody doprowadził setki do ekstazy, a tysiące do płaczu. Okazjonalnie stworzyła się grupa, która współodczuwała pewną zmianę we wszechświecie. Różnica jest taka, że ci wszyscy kupujący działali osobno, dążąc do wspólnego dla wszystkich celu. Kibice Lecha dąża do celu jako monolit. Tutaj każdy czuje tak samo. Nie ma szczęśliwych wybrańców. Jak trzej muszkieterowie kibice zawsze po tej samej stronie barykady. Po niebiesko-białej stronie.

         Ogrom tragedii najlepiej oddają słowa mojego kolegi z liceum. Zapytany lata świetlne temu czym jest dla niego Lech odparował „To dla mnie największe szczęście”. W świecie zdewaluowanych  pojęć i hiperakceptacji dla tyrtejskich okresleń może i to nie robi wrażenia, jednak facet jeździł za Lechem na koniec świata ( a na pewno do Azji) w czasach , w których nikomu o sukcesach się jeszcze nie śniło. W moim przekonaniu takie słowa wiele znaczą. Mówią o tym, że jesteśmy świadkami czegoś daleko wykraczającego poza uwielbienie. Co ważniejsze on tam nie bywał sam – jeździli setkami, a gdy nie dopisało dziesiątkami.

         To właśnie nasi kibice pokazali bogaczom z Manchesteru City co oznacza prawdziwa wiara w klub i doping. Po ubiegłorocznych zmaganiach z obecnym liderem Premier League poza świetnym wynikiem sportowym zostawiliśmy coś jeszcze.  Gdy kibice z ojczyzny piłki kopanej skandują u siebie  „Let's all do the Poznań” to zdecydowanie jest to coś jeszcze. Mówi też wiele o samych kibicach, którzy zazwyczaj postrzegani przez media jako bezideowa masa łysych głów okazują się podręcznikowym przedstawicielem XXI wiecznego esprit de corpse w najczystszym wydaniu. Będac swoistym spiritus movens drużyna piłkarska konsoliduje jednostki ze wszystkich środowisk, a nie – tak jakby chciała ta czy inna gazeta –  tylko ludzi z marginesu społecznego. Lekarz, prawnik, spawacz i uczeń stoją w jednym rzędzie pod dyktando jednej piosenki zdzierają gardła w jednym celu – wygranej Lecha.

         W niedawno wydanej biografii Keith Richards przyznał, iż lepiej gra dla dużej publiczności, że ten dreszczyk dodaje mu skrzydeł. Takimi właśnie skrzydłami jest społeczność kibicowska i nie podlega to żadnej dyskusji – koniec, kropka, amen. Srogo by  się mylił jednak ten, który kibicom przyznał tylko taką rolę społeczną, jaka jest zarezerwowana dla cheerleaderek – robiącego show dodatku.         

         Kibice są też sumieniem drużyny. Muszą być ! W  dawnych czasach  gdy piłkarze byli przywiązani do swoich barw i tak naprawdę niewiele, poza przymusową wstawką do jakiegoś wojskowego klubu, mogło ich skłonic do zmiany klubu,  ta rola sumienia nie była aż tak potrzebna. Ze wspomnień mojego dziadka ( kibic, ur.1923) wiem, że gdy siadali podczas przerwy  zakładowej, w podupadłym obecnie  „Ceglorzu” na dachu jednej z hal i przy akompaniamencie szkła obserwowali kolejną potyczkę Kolejorza na wielkopolskiej maracanie przy ul. 28 czerca 1956 r., to nikt nie zadawał sobie pytania kto gdzie gra. To przecież oczywiste że Czapczyk grał tam gdzie Czapczyk, a Anioła tam gdzie Anioła. Zawodnicy grając latami dla Swojego klubu nie potrzebowali dodatkowej motywacji. Wyrośli z kultury, której ikonami i ostoją stali się w latach następnych. Kibice czuli wieź nie z celebrytami ( tak, tak – ich też kiedyś nie było), ale z współziomkami, z osobami, które dzieliły to samo sumienie klubu. Nikt by nie śmiał nawet  wysnuć domniemania, że dodatkowa motywacja może być w ogóle potrzebna. Obecnie gdy liderzy nie są  poznaniakami, a ich poczucie przynależności do uświęconej społeczności Lecha podlega dyskusji  to właśnie kibice  wzięli sprawy w swoje ręce. To co ukryte pod gwizdami prymitywnymi dla jednych, obraźliwymi dla drugich, nie jest wylewaniem żalu i agresji w sposób względnie anonimowy ( bo ukryty gdzies w tłumie). W rzeczywistości jest to przemycona w kulturze masowej odwieczna potrzeba identyfikacji z drużyną, którą to potrzebę starają się zaszczepić w przypominającej piłkarską wieżę babel drużynie właśnie kibice. To oni są sumieniem drużyny, oni się wstydzą i oni puszą dumnie niczym pawie, gdy nadejdzie moment tryumfu. Piłkarze wyglądają ostatnio jakby cieszył ich gol nie dlatego, że został strzelony dla drużyny, tylko taki, który wywinduje ich wartość na transfermarkt.de  i pomoże „uciec” do lepszego świata. Ten swiat jednak nie będzie niebiesko-biały. Tego kibice nie wybaczą, tak jak miliony nie wybaczyły śmierci Hanki Mostowiak.

          Dopalam ostatniego papierosa patrząc na mój smutnie wiszący prawie piętnastoletni szaliczek KKS. Par podobnych do nas są tysiące. Wszystkie niewątpliwie smutne. I tak naprawdę jestem w stanie przyjąć trwożącą wiadomość o testach rakiety dalekiego zasięgu Jerycho-3, a nawet  zaakceptować fakt, ze Gromosław C. stał się na powrót Czępińskim. Przecież za tydzień gra Lech ! Tym razem wygramy. Na pewno.

 

 




Łukasz Dolata

Nick:
Tresc: