Nasze propozycje

  • Spotkanie z Krzysztofem Vargą w Meskalinie 17 V 2012 o godzinie 19:00 wokół jego nowej książki Trociny Więcej...
  • Zapraszamy na spektakl duetu Kalauz/Schick „CMMN SNS PRJCT”sobotę, 19.05.2012, godz. 19:00, Centrum Kultury Zamek, Sala pod Zegarem Więcej...

  • UKŁADY RÓWNOLEGŁE. GEGO/MAZIARSKA/TROCKEL - Artystyczny przystanek w Starym Browarze od 8 marca do 26 sierpnia 2012 Więcej...



Gravid obsoleta

Obsoletki Bargielskiej spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem przez bardzo szerokie grono czytelników, w tym również przez krytykę literacką. Jakże inaczej wytłumaczyć takie fakty, jak laur Nagrody Literackiej Gdynia i nominację do Nike? Za jeden z podstawowych atutów książki uznano jej obrazoburczość. Zbliżenie śmierci i śmiechu – czy z innej strony –  potraktowanie tematów niezwykle ciężkich niezwykle lekko, ale nie pobieżnie (sama autorka w jednym z wywiadów[1] mówi, że bardziej obrysowuje problemy, niż je zgłębia. Jej prawo). Owa obrazoburczość, zbliżanie takich kulturowo zdychotomizowanych cech charakterystycznych: śmierć – śmiech, ciężkość – lekkość, zostaje osiągnięta przez prowadzenie narracji Obsoletek w analogiczny sposób, jako kolejna, wydawałoby się, opozycja: spełniająca się matka, żona, kobieta – kobieta, która poroniła. Muszę przyznać, że osobiście książka nie przypadła mi do gustu. Może dlatego, że wychodzi z punktu widzenia spraw mi obcych – nie poroniłem, nie poronię, nie urodzę córki, ni młodszego synka; może dlatego, że nie widzę w języku, jakim Bargielska na przestrzeni Obsoletek operuje, nic takiego, czego przedtem bym nie przeczytał choćby u Macieja Malickiego; może dlatego, że naczytałem się o obrazoburczości Bargielskiej i oczekiwałem soczystości jak u wczesnego Kuby Wojewódzkiego, równie wczesnego Andrzeja Stasiuka (Mury Hebronu) czy Michała Witkowskiego. I mogę spokojnie tą recenzję skończyć. Nic dla mnie, więc po co ta książka? Otóż zdobywając się na taki karygodny subiektywizm wyrządziłbym jej (i Bargielskiej i książce) wielką krzywdę.

Obrazoburczość zakorzeniona w książce Bargielskiej jest bardzo precyzyjnie (niekoniecznie chcący) wymierzona w jakiś typowo polski sposób postrzegania świata. Oto kobieta z ciężkim bagażem doświadczeń. Jak ciężki bagaż doświadczeń, to wiadomo: depresja, psychotropy, Tworki i możemy się nad nią użalać, nie traktując jej zdania do końca serio ze względu na piętno z jakim żyje, zakrzywiające jej zdolność trzeźwej oceny sytuacji. Otóż w Obsoletkach Bargielska mówi „a kuku”, można traumy przeżyć. Gorzej! Można mieć refleksje na ten, jak i każdy inny temat i żyć jak normalny człowiek. Mieć swoje szczęścia, porażki, dalej radzić sobie z codziennością. Czy to dużo? Wydaje mi się, że bardzo dużo.

Wydaje mi się również, że dostrzegam analogię do akcji zorganizowanej (nie bez wysiłku i podstępów) przez KPH – Niech nas zobaczą. Podczas tej akcji można było podziwiać na billboardach pary homoseksualne. Żadnych drag queens, żadnych kolesi w stringach, żadnych gorących lesbijek wyjętych z najlepszych albo najgorszych pornosów. Bardzo przeciętne pary trzymające się za ręce  – pary tej samej płci. Można było zobaczyć, że „zwyrodniałe cioty” i „chore lesby” wcale nie są zwyrodniałe i chore. To zwykli ludzie, którzy (pomimo piętna na nich ciążącego) żyją ze sobą zwyczajnie, dzień po dniu. Jak stare dobre (dobre, bo polskie!) małżeństwo. Odnajdują się w społeczeństwie, pomimo tego, że społeczeństwu nie po drodze odnaleźć ich jako swoją integralną część. Analogiczna sytuacja, mam wrażenie, pojawia się w Obsoletkach i na tym polega siła tej książki. Niweluje różnice między ludźmi, pokazuje, że można przeżyć poronienie i być jeszcze potem tą spełniającą się matką, i żoną, i kobietą, nie czyniąc zarazem ze swoich przeżyć tabu. Pokazuje, że różne przeżycia nie muszą pociągać za sobą konkretnych stylów (śmierć dziecka – treny), czy nawet prądów literackich (śmierć państwa – romantyzm o charakterze narodowo-wyzwoleńczym). Chyba, że miałby narodzić się gatunek obsoletek, krótkich refleksji, migawek z codzienności zgrupowanych w jedną książkę, tworzonych po określonych przeżyciach. Wtedy jednak książka Bargielskiej straciłaby na sile.

Oczywiście, pisząc w sposób sugerujący obrazoburczość Obsoletek narażam się na to, że osoby, które mniemają, że coś wiedzą, wiedzą jak wygląda życie innych, próbujące grupować świat w jasne struktury, stracą zupełną ochotę na czytanie tej pozycji. Jednak i takim osobom książkę polecam. Nie lękajcie się! Myślę, że Bargielska mogła mieć większe podstawy do lęku. Podstawy z których nie skorzystała.




Romek Franczyk

Nick:
Tresc: