Nasze propozycje

  • Przgotuj się na mroźny powiew - Festiwal Kultury Skandynawskiej NORDISK już od 13 lutego w Poznaniu Więcej...
  • Magiczny Paryż w krótkim metrażu już 29 lutego w Poznaniu w Kinie Muza Więcej...
  • Spotkanie z Maciejem Gierszewskim. Autor tomów poetyckich Profile i Luźne związki oraz zbioru opowiadań Moje życie z Dżejmsem będzie gościł w galerii Siłownia przy al. Marcinkowskiego 24 lutego o godzinie 19:00. Gorąco zapraszamy! Maciej Gierszewski prowadzi bloga hajfa.wordpress.comWięcej...



CK Zamek. Kulisy konkursu

Komisja składająca się z czterech urzędników miasta, trzech przedstawicieli związków zawodowych, dwóch dyrektorów miejskich instytucji, radnego i szefa Rady Programowej, pod przewodnictwem Prezydenta Sławomira Hinca, wybierała nowego dyrektora CK Zamek. Sześć głosów otrzymał Mateusz Słojewski, cztery Anna Hryniewiecka. Z tej dwójki kandydatów Prezydent Ryszard Grobelny mógłby wybrać osobę pełniącą stanowisko dyrektora. I zapewne tak by było, gdyby nie jeden z członków komisji, który poddał w wątpliwość taki system. „Bo co będzie, jeżeli trzech kandydatów otrzyma po trzy głosy?” Komisja postanowiła, że istnieje faktyczna możliwość wybrania trzech kandydatów jednocześnie, więc postanowiła przekazać li tylko kandydaturę z największą liczbą głosów. Zatem ku zdziwieniu części członków komisji największą ich liczbę otrzymał Mateusz Słojewski –  dyrektor konserwatorium muzycznego wynajmującego trzecie piętro zamku. Skąd zdziwienie?

Anna Hryniewiecka była jedną z sygnatariuszek (sygnatariuszy) i twórców Sztabu Antykryzysowego, który zorganizował m.in. Poznański Kongres Kultury, debatę traktującą przede wszystkim o stanie kultury poznańskiej i o tym, gdzie miasto powinno zmienić sposób działania. Sztab postulował wiele zmian w systemie zarządzania kulturą w Poznaniu, poruszony był między innymi temat organizowania konkursów jako efektywnej metody wyboru kandydatów na stanowiska dyrektorów instytucji. Spekuluję: wybory dyrektora CK Zamek mogły stanowić idealny pretekst do pozbycia się osoby kontestującej poczynania miasta. Jednak dlaczego akurat Mateusz Słojewski  był tak atrakcyjnym kontrkandydatem? Najbardziej racjonalną możliwością wydaje się być to, że wybory były „zemstą”, a forma konkursu gorzką pigułką dla Anny Hryniewieckiej. Kierując się zaś tropem owej „zemsty”, atrakcyjność kandydatury Słojewskiego (niekoniecznie związana z programem samym w sobie) odnosiłaby się do jego prezentacji będącej kontrpropozycją opierającą się na krytyce Anny Hryniewieckiej, w tym także odnoszącą się do jej działalności w Sztabie Antykryzysowym.

Zatem po głosowaniu byliśmy świadkami sytuacji, w której głosów sześć otrzymał Słojewski, głosów cztery Hryniewiecka. I jedyną kandydaturą przechodzącą dalej był Mateusz Słojewski (warto nadmienić, że wybór komisji jest sugestią dla prezydenta miasta, jednak to on podejmuje ostateczną decyzję). Tu doszło do jawnego konfliktu między wybierającymi. Część członków komisji protestowała przeciw „wadliwemu konkursowi”, zaczęła się walka, także medialna, którą można prześledzić choćby w artykułach internetowych. O co, jak i dlaczego? Spekulowałem. Teraz oddajmy głos członkom komisji. Na czym polega „wadliwość konkursu”? Kto zyskuje, kto traci? Mówią o tym Piotr Śliwiński, szef rady programowej CK Zamek, oraz Andrzej Maszewski, reprezentujący związki zawodowe, osoby aktywnie uczestniczące w zdarzeniach mających miejsce po głosowaniu.

 

Romek Franczyk: Po wyborach. Jakie są pana odczucia?

Piotr Śliwiński: Bardzo mieszane.

RF: Powód – Zatem co poszło nie tak? praca komisji, czy wybór? Wyglądało to na walkę Mateusza Słojewskiego z Anną Hryniewiecką.

PŚ: Nie o wszystkim wypada mi mówić, nie chcę też krytykować pana Mateusza Słojewskiego. Pan Słojewski miał prawo ubiegać się o posadę dyrektora Zamku, miał prawo liczyć, że wygra, nie jest jego „winą”, że konkurował z osobą, która w moich oczach ma nie tylko ogromne zasługi dla Zamku, ale do tego przedstawiła świetny, śmiały i realistyczny program jego rozwoju.  Przewaga Hryniewieckiej była ogromna, stąd mój wielki dyskomfort, związany z konkursem, poczucie niesprawiedliwości, wręcz krzywdy. Bardzo dobrze się stało, że prezydent Grobelny mianował ją na stanowisko dyrektora. Zastanawiam się, czy można to było zrobić bez organizowania konkursu, jak w różnych krajach, mających niegorszą od nas demokrację, gdzie ktoś ciężko i efektywnie pracujący liczyć może po prostu na awans i gdzie wiadomo, kto za daną nominację odpowiada. Wybory tak,  to oczywiste, lecz co do konkursów mam wątpliwości. Są rodzajem demokratycznego fetysza, który w praktyce nie tylko nie usprawnia demokracji, lecz często ją symuluje, a nawet wypacza.  To pogląd prowizoryczny, nie położę za niego głowy, jednak nietrudno znaleźć przykłady różnych koszmarnych karier, poświadczonych przecież przez rzekomo niezależne konkursy. Nie wiem jak z tego wybrnąć.

RF: Czyli doszło do takiej sytuacji, w której poczuł pan, że powinien zainterweniować, tak?

PŚ: Starałem się zachowywać powściągliwie, nie dezawuować zwycięzcy konkursu, choć popełnił ewidentne błędy i nietakty, ale – pytany – nie mogłem udawać, że nic się nie stało. Powtarzam, konkurs, który wywołuje w samej komisji wrażenie niesprawiedliwości, a opinię publiczną wręcz gniewnie rozpala, nie wykonał swego zadania. W sytuacji takiej jak ta, kiedy chodzi o instytucję dobrze działającą, mającą w dorobku sporo autentycznych osiągnięć, chodzi o to, by konkurs powiększył pulę różnych możliwości, a nie stwarzał ryzyka, że wytyczona linia rozwoju załamie się, że zmarnotrawiona zostanie dotychczasowa praca.

 

 

 

 

Romek Franczyk: Obserwując burzę wokół wyboru nowego dyrektora CK Zamek rodzi się kilka pytań: po co to wszystko? Dlaczego wyglądało to tak źle i czy tak być musiało? Jakie są tego przyczyny?

Andrzej Maszewski: Dochodzę do wniosku, że to był spór o samą metodę organizowania konkursu, o to czemu ma konkurs służyć i w jaki sposób powinniśmy jako członkowie takiej komisji wywiązywać się ze swoich kompetencji. Uważam, że konkursy są bardzo pożądane, ale nie tak przeprowadzane. One powinny mieć swoją jakość, swój standard – inaczej nie spełnią swojej roli. Co więcej, zasady jakimi kieruje się komisja powinny być również jasne i czytelne dla każdego zainteresowanego – członka komisji, kandydata, osoby śledzącej zdarzenie. Podstawowym zastrzeżeniem, jakie miałem do tego konkursu było to, że werdykt był podjęty poza komisją. Mój protest to nie była krucjata przeciw Mateuszowi Słojewskiemu, jak to często przedstawiały media, tylko przeciw organizacji konkursu w takiej formie.

RF: Więc skąd tyle zastrzeżeń do prezentacji Mateusza Słojewskiego?

AM: Według mojej oceny była ona bardzo niespójna. Z jednej strony pełna jakże nośnych,  słusznych haseł o otwartości, o działaniu oddolnym, o tworzeniu miejsca dla różnych środowisk artystycznych. Z drugiej bardzo pryncypialna i autorytarna. Dla przykładu: nie można z jednej strony postulować współpracy z organizacjami pozarządowymi, a z drugiej cenzurować ich działań i projektów. Bo jak rozumieć niezadowolenie Słojewskiego, że w korowodzie świętomarcińskim idą ludzie przebrani za żołędzie i kasztany, za żołnierzy kasztanowych? Gdyby był dyrektorem Zamku chciałby to zmienić? Ocenzurować? Odmówić współpracy? Taki był projekt Stowarzyszenia Inicjatyw Miejskich. Dla mnie postawa otwartości polega na tym, że jeżeli przychodzi kreatywna inicjatywa z zewnątrz, to my ją akceptujemy w całości. W prezentacji Mateusza Słojewskiego było bardzo wiele takich fragmentów, które przeczyły założeniom ideologicznym.

Następnym zarzutem była nierealistyczność planów związanych z Zamkiem. Bardzo wiele fragmentów skupiało się na tym, gdzie Zamek jest niewydolny, gdzie działa niewłaściwie. Ale po pierwsze odnosiły się do działań administracji, za które Anna Hryniewiecka nie odpowiadała, wbrew sugestiom Mateusza Słojewskiego. Po drugie zaś prezentacja nie uwzględniała tego, że Zamek jest właśnie w trakcie przebudowy i już niebawem większość podkreślanych problemów będzie rozwiązana – informacja, miejsca przeznaczone dla mieszkańców, właściwe wejście do budynku. Pomysły, jakie podsuwał Mateusz Słojewski, jak stroje z epoki dla obsługujących zamkowych gości pracowników wydały mi się absurdalne. Bardzo zły był sam sposób prezentacji będący, jak to gdzieś określiłem „donosem” na Annę Hryniewiecką. Co więcej argumenty zbyt często były półprawdami lub w ogóle z prawdą się mijały. Głównie te powody stanowiły o moim zaskoczeniu, że na Mateusza Słojewskiego oddano tyle głosów. To wszystko sprawiało na mnie wrażenie, że nie tyle on miał wygrać, co Anna Hryniewiecka przegrać.

RF: Jakie są zyski, jakie straty takich rozstrzygnięć, jakie miały miejsce?

AM: Z powodu wadliwego konkursu widzę niestety same straty. Jeżeli miałbym odpowiedzieć, kto jest poszkodowany najbardziej, to są to na pewno oboje kandydaci. Anna Hryniewiecka nie zasłużyła sobie na tak gorzkie zwycięstwo. Mateusz Słojewski na obraz jaki powstał, także za sprawą naszego – osób zaangażowanych w instytucję CK Zamek – przerażenia w związku ze zwycięstwem jego kandydatury.

RF: Czy po tym ciągu zdarzeń dalej uważa pan, że konkursy to właściwe rozwiązanie dla instytucji kulturalnych, dla których nie jest to obligatoryjne?

AM: Jak najbardziej tak! Temat ten był poruszany podczas pierwszego dnia Poznańskiego Kongresu Kultury. Konkursy być powinny. To niezadowolenie, które tak demonstrowałem, było wymierzone w ten konkretny konkurs. Mieliśmy w komisji członków reprezentujących wydział gospodarki nieruchomościami (Krzysztof Jonczyk – przyp.) i wydział organizacyjny (Jędrzej Solarski – przyp.) i odgrywali oni bardzo istotną rolę, taką, jaką powinni odegrać. Zadawali bardzo istotne pytania z dziedziny, w której byli kompetentni i ich uwagi były potrzebne. Ich uwagi to był jednak tylko wycinek całości. W tym aspekcie, który dotyczył ich wiedzy komisja mogła wyciągnąć wnioski. Natomiast kluczem powinna być tutaj strona programowa, a na ten temat debata prawie w ogóle nie została podjęta. Poza jedynym profesorem Śliwińskim nie było w tej komisji żadnego eksperta. Pan Prezydent Hinc nie wypowiedział się ani razu na temat kwalifikacji poszczególnych kandydatów. Nie chcę wkraczać personalnie i wyrokować „kto z kim na co się umówił”, ale miałem wrażenie, że decyzja została podjęta poza komisją. Marek Raczak został zastąpiony Lechem Dymarskim. Została przygotowana ekspertyza, która uzasadniała taką decyzję, jednak dużo wcześniej, niż powinna się pojawić. I nie jestem pewny, czy gdyby nie zamówić drugiej, nie okazałoby się, że Marek Raczak mógłby członkiem komisji być. A jego obecność jako ustępującego dyrektora, znającego doskonale realia funkcjonowania zamku, byłaby o wiele bardziej uzasadniona niż nasza obecność, czyli przedstawicieli związków zawodowych będących de facto podwładnymi Anny Hryniewieckiej.

RF: Pozostał już tylko tak często poruszany w mediach temat długu Mateusza Słojewskiego względem Zamku.

AM: Sam dług nie był dla mnie problemem. Doskonale rozumiem, że przy prowadzeniu działalności gospodarczej takie rzeczy, jak brak płynności finansowej się zdarzają. Byłem natomiast poruszony tym, że Pan Mateusz Słojewski zaprzeczył, że ten dług jest tak wysoki (18 tys. zł. – przyp.). Zapytałem go o przewidywany przez niego skuteczny sposób ściągalności czynszów od podmiotów wynajmujących powierzchnie w Zamku, jako że zysk z najmu to 11 % całego naszego budżetu. Chciałem się dowiedzieć, jak by potraktował sam siebie w takiej sytuacji. Odpowiedział, że to co mówię jest nieaktualne. Sprawdziłem później i okazało się, że moje dane były właściwe. Czyli, że albo nie wiedział sam, w jakim jest stanie finansowym, albo wprowadzał komisję w błąd. I o ten problem mi chodziło, a komisja przeszła nad nim do porządku nie widząc problemu. Niestety, media podchwyciły nośny temat długu, co nie do końca było moją intencją i trochę z tego powodu źle się czuję. Cóż jednak zrobić, kiedy informacja idzie w świat i już nie podlega naszej kontroli. Sytuacja nie była czarno – biała, ale w mediach została tak przedstawiona. Nie zmienia to jednak mojego stanowiska w sprawie najbardziej istotnej – cieszę się bardzo, że finał jest taki jaki jest.

Autor tekstu uważa, że na miejscu jest podanie informacji, która ukazała się w mediach już po przeprowadzeniu, w trakcie transkrypcji i autoryzacji, wywiadów. Mianowicie Radio Merkury opublikowało informację, że m.in. w związku z organizacją konkursu na dyrektora CK Zamek stanowisko Sławomira Hinca jako wiceprezydenta miasta Poznania wisi na włosku. Kolejna osoba która traci?

Romek Franczyk




Nick:
Tresc: