Nasze propozycje

  • Przgotuj się na mroźny powiew - Festiwal Kultury Skandynawskiej NORDISK już od 13 lutego w Poznaniu Więcej...
  • Magiczny Paryż w krótkim metrażu już 29 lutego w Poznaniu w Kinie Muza Więcej...
  • Spotkanie z Maciejem Gierszewskim. Autor tomów poetyckich Profile i Luźne związki oraz zbioru opowiadań Moje życie z Dżejmsem będzie gościł w galerii Siłownia przy al. Marcinkowskiego 24 lutego o godzinie 19:00. Gorąco zapraszamy! Maciej Gierszewski prowadzi bloga hajfa.wordpress.comWięcej...



„Nie ma nic, co się nie łączy”. Wiersze o połączeniach

Ciekawe, jak świat połączy się jutro

Na pomysł pisania o połączeniach w poezji Piotra Sommera naprowadził mnie wiersz Światła dworca z tomu Czynnik liryczny (1986):

 

Światła dworca i te nad nimi łączą się,

łączą się dni tygodnia,

z oddechem wiatr –

nie ma nic, co się nie łączy.

 

Popsuta ciepłownia na Żeraniu,

i moje dziecko, i kobieta

którą wybrałem przed laty przez wzgląd

na jej białe podkolanówki z niebieskim paskiem.

 

Ciekawe, jak świat

połączy się jutro i następnego dnia.

Jeśli w czym innym rzecz,

może mi powiesz, w czym[1].

 

Jest w tym utworze wiele chwytów i zabiegów charakterystycznych zarówno dla Sommerowskiej poetyki, jak i dla artykułowania i analizowania w tej poezji zjawi­ska połączeń. Światła dworca bardzo dobrze pokazują wielopoziomowy charakter łączeń, które poeta stosował i analizował we wcześniejszych tomach, a w zbio­rze przedostatnim uczynił jednym z głównych motywów. Mało tego, w Dniach i nocach Sommer dokonał swoistej reinterpretacji wcześniejszych połączeń - i tych obserwowanych w życiu oraz świecie, i tych używanych jako budulec wierszy. Poeta wychwytuje połączenia zjawisk i zdarzeń przygodnych, bez mała banalnych oraz bardziej ogólnych i powszechnych. Wiąże się ze sobą oświetlenie konkretnego dworca i - być może - światła gwiazd. Pojedynczy oddech i dotykający każdego wiatr. Ciepłownię wielkiej metropolii i bliskie mówiącemu osoby. Z tymi osobami też jest złączony - szczególnie widać to w przypadku dziecka, któremu przydany został epitet w formie zaimka „moje”, nie tak znowu częstego w tej liryce. Chwila obecna, czyli zimowy wieczór (palą się światła; awaria ciepłowni) łączy się z prze­szłością (moment wyboru kobiety; wybór zaś ufundował kolejne połączenie, związek osób). Poeta wydobywa z otoczenia i rejestruje połączenia, aby w ten sposób uchwycić sens otaczającej rzeczywistości, ale także nadać spójność swojemu życiu. Ciekawe, że wyprowadzoną z tego zasadę wypowiada przy pomocy konstrukcji opartej na podwójnym zaprzeczeniu: „nie ma nic, co się nie łączy”. Ma to pewnie podkreślić ograniczony zasięg poetyckiej analizy, a jednocześnie przygotować stro­fę finałową, w której podmiot wyraźnie uchyla możliwość wypowiedzenia bardziej zobowiązującej konstatacji.

W trzeciej zwrotce bowiem poeta użył trybu pytającego, a zarazem zrezygnował z wyrazistego sygnału, jakim jest pytajnik: „Ciekawe, jak świat / połączy się ju­tro i następnego dnia”. Na podstawie obecnych, wydobytych przez liryczne te­raz konfiguracji ludzi, miejsc, zdarzeń i różnych faz czasu nie da się tak naprawdę zbudować uniwersalnego przeświadczenia. Dlatego podkreśla się za pomocą ni to pytania, ni to stwierdzenia nieskończoną pulę połączeń, jakie mogą mieć miejsce w przyszłości. Podkreśla się rolę przypadku, potencjalności życia, jego podatno­ści na zaskakujące i zadziwiające konstelacje osób, miejsc, przedmiotów, natury. Jest tak, jakby Sommer chciał w ten sposób podkreślić poznawczy entuzjazm wy­nikający z obserwacji nawet najprostszych zjawisk. Unika przecież wielkich de­klaracji, gdy w dwóch ostatnich wersach wypowiada kolejne pytanie-konstatację w typowym dla siebie, lekkim, konwersacyjnym tonie: „Jeśli w czym innym rzecz, / może mi powiesz w czym”. Idiomatyczne sformułowanie „w czym rzecz” wplótł w intymny zwrot do drugiej osoby, której jakby przy okazji powierza dokonane właśnie odkrycie. Odkrycie tylko pozornie banalne. W ogóle cały wiersz świetnie balansuje na granicy oczywistości i życiodajnego, źródłowego zgoła zadziwienia, zaś jego finał to jednocześnie jakby forma samoobrony przed śmiesznością, na któ­rą wystawia się ktoś podejmujący tak złożone i zarazem bardzo osobiste kwestie. Jest to zarazem obrona podjętej próby.

Omawiany wiersz zawiera także ciekawe zjawiska z zakresu - by tak powiedzieć - poetyki połączeń. Okazuje się, że w Światłach dworca narzędziami poetyckie­go opisu wiązań i związków są zarówno spójniki i znaki interpunkcyjne zrównu­jące łączone człony (zjawiska, wydarzenia, osoby), jak i te, które tworzą relacje podrzędności. Dlatego składnia połączeń w takim samym stopniu posługuje się tu spójnikiem „i” i myślnikiem w celu oddania równorzędności połączonych elemen­tów, co hierarchizującymi układy zdarzeń, obiektów i ludzi przecinkami, spójnika­mi: „co” + „jak”, zaimkiem „który”, przyimkiem „w”. Poeta wprzęga te składniki, a także przerzutnię i stroficzną regularność Świateł dworca w swoją strategię wersyfikacyjną, której podstawową jednostką jest zdanie. Kolejne czterowiersze to zdania - pierwsze współrzędnie, dwa następne podrzędnie złożone, z tym że w ostatniej strofie pojawiają się dwa zdania wypowiedziane w sygnalizowanym już nieostrym, ale przecież sugestywnym trybie.

Widoczna jest w tym wierszu predylekcja poety do mówienia o połączeniach w taki sposób, aby oddać równoległość wiążących się ze sobą elementów. Dobrze to ilustruje niewspomniany tu jeszcze drugi wers Świateł dworca: „łączą się dni tygodnia”. Dni wiążą się w sposób mechaniczny. Każda część mechanizmu jest tak samo ważna. Kolejne ogniwa przylegają do siebie niezależnie od intencji tych, któ­rych życie stanowią. Tak mogłoby się wydawać, ale tak nie jest. Wskazuje na to spo­ra liczba wierszy z Rana na ziemi oraz już sam tytuł i główny temat nowego zbioru - Dni i nocy. Dalej przedmiotem mojej uwagi będą właśnie utwory, w których po­jawia się problematyka dni jako swoistego katalizatora uwag o fenomenie połą­czeń. Wiersze o dniach i ich połączeniach można zarazem widzieć jako składniki Sommerowskiego traktatu o czasie, traktatu zakamuflowanego, ale bardzo docie­kliwego. Istotne jest też sąsiedztwo, w jakim Światła dworca występują w wyborze Sommera. Otóż trzy strony wcześniej umieścił poeta ważny wiersz Niedyskrecje, a tuż po Światłach dworca pojawia się utwór Dni tygodnia, w którym można wi­dzieć wariację na temat poruszony w linijce Świateł dworca o łączeniu się dni tygo­dnia. W Niedyskrecjach mowa jest o „mnemotechnice dni”, o „piątku, co wypada / na piątego listopada”[2]. Metafora „mnemotechnika dni” dobrze pasuje do sygnalizo­wanej mechaniczności, ale i arbitralności międzydniowych połączeń. Dni tygodnia, miesiąca, roku, kalendarz oddane nazwą praktycznej nauki zapamiętywania, a więc także łączenia, tyle że, wyuczonego, bezrefleksyjnego, nawykowego. Następstwo dni jest niczym wyuczona i bezwiedna już reakcja, odruch. Sprawa komplikuje się w Dniach tygodnia[3]. Ten wiersz może być dobrym wprowadzeniem w poetycką rozprawę Sommera na temat czasu i połączeń.

Zanim się temu przyjrzę, kilka słów o materiale poetyckim, który spróbuję poddać analizie. Otóż będę korzystał z najnowszego i najobszerniejszego wyboru wierszy Sommera, któremu nadał tytuł Rano na ziemi (dalej oznaczam go RNZ). Oprócz tej edycji utworów z lat 1968-1998 będę często się odwoływał do jednego z tomów najnowszych - Dni i noce. Pomijam Wiersze ze słów (2009). Decyzja ta pociąga za sobą co najmniej trzy skutki. Po pierwsze, nie oznacza, że zapominam o autorskim wyborze Sommera sprzed dwunastu lat zatytułowanym Nowe stosunki wyrazów i gromadzącym utwory od początki jego drogi poetyckiej aż do pierwszej połowy lat 90. Już z uwagi na tytuł tamtej kolekcji jest ona ważna dla kogoś, kogo interesują poetyckie analizy i kreacje połączeń u Piotra Sommera. Po wtóre, korzystając z se­lekcji poety - z Rana na ziemi, poddaję niekiedy obserwacji tryby i wymowę połą­czeń utworów wyjętych z siedmiu zbiorów poetyckich i wpisanych w nowy układ. Wreszcie po trzecie, stawiam obok siebie wybór wierszy i pewną liryczną całość, czyli kompletny tomik Dni i noce. Naprzeciw siebie stawiam efekt dwóch różnych selekcji i sposobów łączenia - wtórnej i, jeśli można tak powiedzieć, pierwotnej. Być może wygląda to trochę tak, jakbym podczas kartkowania wyboru zatytułowa­nego Rano na ziemi powtarzał i parafrazował pytanie poety: „Ciekawe, jak Sommer połączy się jutro i następnego dnia?” Wtedy nowy zbiór stanowiłby jakąś formę odpowiedzi. Na marginesie dodam, że intryguje mnie, co z Dni i nocy ostanie się, jeśli za kilka lat Sommer dokona kolejnego wyboru z samego siebie. Jest bowiem tak, że kolejne Sommerowskie autoselekcyjne decyzje są interesującym materiałem do obserwacji zwrotów myślowych i estetycznych tego artysty.

 

Mnemotechnika Dni

Wracam do krótkiego wiersza Dni tygodnia, który dobrze będzie przytoczyć w całości:

Jutro jest czwartek.

Jeśli świat wywiąże się ze swoich powinności,

pojutrze będzie piątek.

Jeżeli nie, może być aż niedziela

i nikt już nigdy nie odgadnie

gdzie się podziało nasze życie.

[RNZ, s. 121]

 

W przeciwieństwie do wierszy poprzednich - Świateł dworca i Niedyskrecji oka­zuje się, że kalendarz, układ tygodnia, następstwo dni nie są żadnym gwarantem. „Mnemotechnika dni” rządzi się swoimi prawami, nie do końca czytelnymi, a może nawet zupełnie niejasnymi dla podmiotu. Jest tak, jakby mówiący w tym wierszu spoglądał właśnie na kalendarz i szukał tam wyznaczników, punktów oparcia. Pa­trzy tu ktoś doświadczony, kto doznał oszustwa ze strony świata, zaznał relatywi­zacji czasu: „Jeśli świat wywiąże się ze swoich powinności, / pojutrze będzie piątek. / Jeżeli nie, może być aż niedziela”. Nie zgłasza więc pretensji, nie wpada w tonację skargi. Wie jednak, że życie jego i innych wystawione jest na utratę, uszkodze­nie. Łączenie się dni tygodnia przestaje być jakimkolwiek oparciem. Można jednak z niego wyciągnąć wnioski - choćby ten, że łączenie związane z biegiem dni pro­wadzi do doświadczenia niepewności. Człowiek szuka związków z innymi, próbu­je łączyć wydarzenia w swojej biografii i w cudzych życiorysach, stara się wiązać w mniej lub bardziej doraźną całość elementy otaczającego świata. To samo robi poeta w każdym następnym utworze. Dlatego wiersz Dni tygodnia łączy się z po­przednimi na zasadzie korekty, rewizji wcześniejszych ustaleń. Istnieje bowiem coś takiego jak „mnemotechnika dni” (Niedyskrecje) i rzeczywiście dni tygodnia się łączą (Światła dworca), ale to następstwo czasu i łączliwość jego segmentów wy­mykają się prostym prawidłowościom, ulegają wykrzywieniom, pozostają ciągłym wyzwaniem dla poety, w ogóle dla każdego. I może stąd w dorobku Sommera cała seria wierszy o łączeniu i rozrywaniu się dni, o ich dążeniu do wypełnienia, ale za­razem o zacieraniu się połączeń.

W kontekście uwag na temat wierszy poświęconych dniom szczególnego znaczenia nabiera zbiór Dni i noce, tom skupiony na problematyce jednostkowego przeży­wania czasu, pamięci, związków podmiotu z innymi - bliskimi i przypadkowymi osobami (znacznie częściej z bliskimi - zmarłymi i żyjącymi członkami rodziny, przyjaciółmi). Od wierszy z tego tomu rozpocznę przegląd rozmaitych sposobów ujmowania tematu połączeń i dni, a także kwestii czasu. Tytułowy utwór z Dni i nocy oraz wiersz Pęd powietrza z tegoż tomu przynoszą rodzaj poetyckiej afirma- cji następujących po sobie dni. Najpierw cytat z Dni i nocy:

[...] Bo chcieć coś robić

w pojedynkę, to jednak cienko brzmi

a nawet znaczy. Co nas poniekąd naprowadza

na jedno czułe miejsce (powiedzmy, że to miejsce)

 

u boku dni, bo zawsze miło się rozmawia

o tym bezkarnym pomniejszaniu

odległości między brzmieniem a znaczeniem,

prawda? Bo czasem w tym jest sęk [...][4]

 

Pojawia się tu kilka przykładów połączeń - osób, czynności. Mówi się o „bezkar­nym pomniejszaniu / odległości między brzmieniem a znaczeniem”, o wymarzonej przyległości dźwięku i semantyki, o przybliżaniu się do chwilowej choćby całości. Dzieje się to w sytuacji wyjazdu do przyjaciół. Stąd chyba wkrada się liczba mno­ga w pierwszej strofie („Jedziemy odwiedzić Staśków [...]”), którą poeta od razu poddaje próbie zrewidowania, podważenia. Górę bierze jednak tonacja łączenia w każdym wspomnianym już aspekcie egzystencji. A wszystko to na „czułym miej­scu [...] / u boku dni”. Tak wyglądają, precyzyjniej: tak mogą wyglądać tytułowe „dni i noce” nie stracone, może nawet zatrzymane, dające na moment, na jakiś czas poczucie nierozczłonkowania, połączenia, jakiejś spójności. Poeta opiera się jednak pokusie ferowania dalej idących sądów o przepływie zdarzeń i relacjach między­ludzkich. Koncentruje się na incydentalnym wydarzeniu, pojedynczym, acz kolej­nym akcie relacji z drugimi.

Podobna jednorazowość ma miejsce w przypadku wiersza Pęd powietrza:

O, dni! Te były najbardziej nieuległe,

z początku płynne, później rozedrgane,

nijak nie były w stanie dojrzeć, dojść do siebie,

nawet w nocy.

[...]

I tylko nie wiadomo było, co dni wiąże [...]

[DIN, s. 35]

 

Niepowtarzalność odnosi się tu do sekwencji dni i nocy ujętych w jeden akt. Ini­cjalna apostrofa oraz seria epitetów określających kolejne doby dobrze oddaje stan potencjalności, niezależności segmentu czasu, procesualność i niegotowość tego, co się przeżywa. Nieodkryte pozostaje spoiwo cząstek składających się na ten wie­lodniowy interwał.

Obydwa wiersze pozwalają mówić o pozytywnym aspekcie doświadczania czasu i jego składowych - niejasno złączonych dni i nocy. Podobnie wygląda to w kilku wierszach z wcześniejszych tomów Sommera. Można tam przeczytać: „Dni chcą się dopełnić, po to żeby pęknąć” (RNZ, s. 87); „liczyłem dni / do zrozumienia czegoś więcej, / do powrotu, do twoich albo moich słów” (RNZ, s. 96) i trochę dłuższy, z konieczności, cytat z Wiersza urodzinowego:

Bo wszystko ma swój nazbyt ścisły czas

 

Bo język mieszka w ustach

i musi zdążyć to powiedzieć

w urodziny bo przecież nie ma

ważniejszych świąt poza końcami wojen i

urodzinami dzieci które też mogą

odmierzać czasem czyjeś życie

no i tym dniem gdy można komuś coś naprawdę dać

[RNZ, s. 190]

 

Zaimki, przyimki, ich powtórzenia we wcześniejszych przytoczeniach oraz se­ria spójników „i”, „bo” w wierszu urodzinowym dobitnie podkreślają pozytywną rolę łączników zarówno w obrębie czasu, dni i doświadczeń, o których mowa, jak i w sferze konstrukcji składniowych i wersyfikacyjnych wierszy o połączeniach. Podstawowym wyrazem owej pozytywności jest proces dojrzewania, dochodze­nia do owocowania, życiodajnego pękania, zrozumienia siebie i kogoś drugiego, uchwycenia sensu egzystencji własnej i cudzej.

 

Odmienność i teraźniejszość

Równie często wiersze o dniach przynoszą zapis niemożności ustanowienia trwal­szych połączeń. Było to już widać w omawianych Dniach tygodnia, wśród których przepada „nasze życie”. Zbiór Dni i noce, w którym nie brak zapisów pozytywnego wymiaru przepływu czasu, otwiera wiersz o wymownym tytule Zaniedbanie. Mowa w nim o „chudym / i długim” czwartku, co „z kretesem / gubi się w kalendarzu, / zatapiają go inne dni”. Tyle że tu następuje niespodziewane odrodzenie czasu mi­nionego, bo oto ów dzień tuż przed obróceniem się „w nic”, ni stąd, ni zowąd, „ni przypiął / ni przyłatał, bierze / i odrasta” (DIN, s. 7). W pochodzącym z lat 80. wierszu Prom zapomnieniu ulega znaczenie „dziwnych świąt” zakreślonych w ka­lendarzu, „w kratkach dni”. Bo wiatr „zmiótł” „manifesty, rocznice, odezwy” (RNZ, s. 99), a historia nie wiadomo dlaczego drwi. Wraz z nią, ale chyba także przeciw niej ironizuje poeta, który wpisał te rozważania w rymowane czterowiersze. Tyle że przeważają tu kunsztowne rymy odległe, a Sommerowska składnia ciekawie gryzie się z próbami rytmizowania. Wiersz nie tylko mówi o zatarciu dawnych dni, o po­zrywanych połączeniach, ale i na sobie samym ćwiczy ścieranie się wyznaczników spójności i elementów rozsadzających tok utworu.

Podobnie rzecz się ma z wierszem Globus, współrzędne, gdzie podmiot przyznaje: „miewam dni / (nie prowadzę pomiarów / częstotliwości) / w miarę nieczęsto”, zaś „Dni mają mnie / od połowy”(RNZ, s. 166). I znów zapis wewnętrznej niespójno­ści otrzymuje nie tak częstą u Sommera rozedrganą - inna sprawa, że kunsztownie rozedrganą - formę liryczną: seria parentez, przerzutnie wprowadzające w duży ruch krótkie wersy. Wszystko to na pozór rozrywa wywód i chwilami wydaje się bliskie anakolutom Białoszewskiego. Poeta wyjaśnia, iż to „składnia / dyktuje rytm myślenia”, a „człowiek pióro nosi”. To jednak pozór, bo w rzeczywistości tok wier­sza zmierza ku odwzorowaniu niespójnych, ale przecież mających miejsce dni. Jeszcze inne formy łączenia-rozdzielania, spajania-zacierania poszczególnych dni, czy tylko jednej doby przynoszą utwory dotyczące czyjejś choroby (Taxi, DIN, s. 13) lub śmierci (Słodka usłużność słów, RNZ, s. 172-175). Ten fragment roz­ważań można podsumować na dwa sposoby - oba podsuwają konkretne wiersze Sommera. Jeden będzie akcentował rozerwanie ciągu dni, drugi ewokuje moc­no zaakcentowane i pojedynczo, samotnie przeżywane teraz (dzisiaj, wczoraj), w które wkraczają przypadkowe osoby, zdarzenia. Wymieniam oba ujęcia naraz, by podkreślić, iż rzecz nie podlega na wyborze którejś z opcji, ale raczej ich zestawie­niu, analitycznym połączeniu i zarazem rozdzieleniu. Idę więc w ślady poety, który z jednej strony powiada, że „nie ma nic, co się nie łączy”, z drugiej zaś, aranżuje w wierszach sytuacje połączeń nietrwałych, wystawionych na zatarcie czy rozpad. Pierwszy ze wspomnianych sposobów wykłada między innymi wiersz Zegary w sierpniu z tomu Dni i noce. Kluczowy fragment tego wiersza:

tylko dni

wciąż niosą się bez pamięci

o innych dniach, bez względu na to

co zaszło między nimi -

długie wieczory, krótkie noce –

ale co się wydarzyło, powiedz

jeżeli wiesz, dobrze?

[DIN, s. 46]

 

Dni toczą się same, toczą się niemal siłą bezwładu. Nakładają się na siebie, zacierają i nie pozwalają na konstruowanie jakiejkolwiek ciągłości. Przynajmniej ten, któ­ry mówi, nie zamierza wypełniać luki. Nie potrafi? Nie chce? Nie umie ustalić, co zaszło między dniami. Coś jednak zaszło, tyle że nie stanowi to przeszkody w czasowym następstwie, które polega także na zacieraniu tego, co było, przez to, co jest (i co też za moment zostanie starte). Jedynym śladem łączenia w tym wierszu - oprócz wiązań składniowych i wersyfikacyjnych, jest wzmianka o niosą­cych samych siebie dniach, o przepływie czasu. Jeszcze dobitniej wypowiedziane to zostaje w króciutkich Nowych dniach z samego końca zbioru Rano na ziemi, w których poeta unieważnia przyszłość, której nie ma, oraz przeszłość, której nie było. Co zostaje? „Jest tylko teraz: / odmienność i teraźniejszość” (RNZ, s. 232). Drugi sposób domknięcia rozważań o połączeniach w wierszach Sommera poświę­conych dniom podsuwają dwa utwory sąsiadujące ze sobą również w końcowej czę­ści wyboru Rano na ziemi, czyli tam, gdzie ulokowane zostały wiersze z wydanej w 1999 roku Piosenki pasterskiej. Już ich tytuły - Wczoraj i dający nazwę całemu wyborowi Rano na ziemi - wpisują je w rozważania o łączeniu dni i o upływie cza­su. W obu przećwiczone zostaje przejście, połączenie między konkretnym dniem opowiadanym z niewielkiej perspektywy czasowej (Wczoraj) lub toczącym się rów­nolegle do toku mówienia (Rano na ziemi) a przypadkowym wtargnięciem kogoś drugiego. W drugim z wierszy wygląda to tak (przytaczam fragmenty):

Rano na ziemi cienki śnieg, a przedtem

tyle ciepła, prawie przedwiośnie.

Ale na termometrze w kuchennym oknie

plus siedem stopni

I w ogóle dużo słońca. […]

I nagle dwaj panowie M. - [...]

Wracają, obaj dziewięcioletni.

Mijają krzak jaśminu, co jest

Jak duży bukiet z kresek.

Pod drzwiami

cieszy się pies, coś się z czymś

nie kłóci.

[RNZ, s. 217]

 

Już początek wiersza wprowadza i subtelnie łączy dwa zupełnie różne wymiary. Dobrze to widać, gdy zestawi się incipit wiersza z jego częścią, która posłużyła za tytuł nie tylko tego utworu, ale i całego wyboru poezji. Konkretny ranek ob­serwowany przez okno w kuchni i poranek świata. Strefa prywatności i lokalności połączona z ujęciem w skali makro. Kolejne zestawienie: patrzący z wnętrza domu i przechodzący na zewnątrz chłopcy. Finałowe „coś się z czymś nie kłóci” stanowi kolejną poetycką wariację na temat połączeń. Zdystansowaną i - mogłoby się wy­dawać - minimalistyczną, a przecież można w tym dostrzec afirmację chwilową co prawda, ale zawsze tego, co się przydarza. W dodatku w to doświadczenie wpisuje się radość zwierzęcia, psa, który staje się częścią tej momentalnej konstelacji: ob­serwujący - dwaj chłopcy - pies.

***

Tylko nawiasowo wspomnę o wierszach opisujących połączenia w tak ważnej dla Sommera sferze detali, przedmiotów. Rzeczy z jego wierszy poddawane ożywie­niu, personifikacji przygarniają inne rzeczy oraz osoby; oswajają nas ze sobą; nie chcą się rozstać z innymi przedmiotami oraz rzekomymi właścicielami; dziwią się związkom, w które je wpisujemy; a po cichu używają nas. Tak ujęta materia nieoży­wiona staje się terytorium bardzo ciekawych ćwiczeń autora Czynnika lirycznego z połączeniami. Bo rzeczy wydają się łączyć najmocniej. Z całkowitym (bezwol­nym i nieświadomym) zaangażowaniem. Nie brak jednak w tych ujęciach po­etyckiej podejrzliwości. Mówi się przecież w Niedyskrecjach, że składnie (także w świecie rzeczy) coś udają. To krótkie spostrzeżenie dobrze będzie spuentować dwoma małymi wyimkami z eseju Sommera o czasie w liryce bliskiego mu Jerzego Ficowskiego: „Czas rzeczy lubi: pomagają mu udawać trwałość, zyskiwać nasze zaufanie”, a pamięć „przytrzymujemy [...] jakimś solidnym przedmiotem”[5]. Można by też więcej mówić o roli łączników w utworach podejmujących pro­blem pamięci (szczególnie w tomie Dni i noce) i tego, co poeta nazywa w jednym z utworów fałszowaniem genealogii. Zostawiam to na boku i wracam do połączeń w liryce dni (i nocy).

 

Mały traktat o niesprzeczności

Sommer prowadzi złożoną, może nawet ryzykowną i przewrotną grę z czasem, gdy analizuje doświadczenie przemijania w wierszach o dniach. Dni należą bowiem do sfery „czasu zegara”, jak to ujął Bergson, a później Heidegger[6]. Z pozoru poeta zaj­muje się więc czasem fizykalnym, obiektywnym. Używa go jednak do intymnego, poetyckiego eksperymentowania z doświadczeniem czasu minionego, obecnego i oczekiwanego. Eksperyment, próba - oto słowa, które pozwalają uchwycić sens poszukiwań, jakie prowadzi Sommer w wierszach o dniach, łączących się zarówno w sposób pozytywny, jak i negatywny. Są to zarazem próby języka, składni i techni­ki wierszy dotyczących czasu, a tworzonych przecież na zasadzie połączeń w cza­sie. W wierszach o dniach i połączeniach poeta często bierze kurs na teraźniejszość i dąży do tego, co w fenomenologii Husserla nazywa się wewnętrzną świadomością czasu. Poecie zależy na uchwyceniu czasu pierwotnego, zupełnie różnego od „czasu zegara”. Nie zamierzam traktować poezji autora Piosenki pasterskiej jako ilustracji czyjegoś systemu filozoficznego. Nie dążę także do wydobywania z tego systemu narzędzi do analizy wierszy Sommera. Chodzi raczej o próbę spojrzenia na jego utwory jako na samorodne dążenie do wypowiedzenia indywidualnego, niezawi­słego, a przecież trudno wyrażalnego doświadczenia czasu „u boku dni”. Sommer przypomina Husserla w procedurze, którą za Hanną Buczyńską-Garewicz można najprościej określić jako drobiazgowa analiza plus przekonanie o mocy szczegółu[7]. Mimo kursu na chwilę obecną rzadko znajdzie się w wierszach Sommera czyste, absolutne teraz[8]. Choćby dlatego, że w teraźniejszości najbardziej wyraźnie można ukazać równoczesność, równobieżność wydarzeń, współobecność znanych i przy­padkowych osób. Poetycką wprawką na ten temat jest Mały traktat o niesprzeczno­ści. W pierwszej strofie mowa jest o synu, który wychodzi zaczerpnąć powietrza przed blok, bada nad stawem robaki, a potem „sprawdza wszystko w książkach”. W drugiej, ostatniej zwrotce podmiot mówi o tym, co równocześnie dzieje się z nim i z innymi osobami oraz przedmiotami:

Z okna kuchni patrzę, jak chłopcy grają w nogę.

Otwierają się drzwi i przy otwartych drzwiach

słychać, że winda dzisiaj działa,

domyka się i rusza, ku pożytkowi

[RNZ, s. 189].

 

O takich wierszach wolno chyba mówić, jako o eksperymentach na temat czasu, doświadczeniach przeprowadzanych w poetyckim laboratorium. Eksperyment ten jest wolny od jakichkolwiek założeń. Husserl we wprowadzeniu do wykładów o wewnętrznej świadomości czasu mówi o „całkowitym wykluczeniu jakichkolwiek supozycji, stwierdzeń czy przekonań dotyczących czasu obiektywnego (wszelkich transcendentnych założeń o tym, co istnieje)”. Kładzie nacisk na „czas pojawiający się, trwanie pojawiające się jako takie”[9]. Poeta dąży do rejestracji równoczesnych zdarzeń. Może jednak uchwycić tylko wycinek tego, co dzieje się w danej chwili. Kluczowe jest tu tytułowe słowo „niesprzeczność”, które nie jest żadną supozycją. Jest raczej wektorem poetyckich eksploracji teraźniejszości. Chodzi tu o otwartość podmiotu na strumień zdarzeń i zanurzonych w nim ludzi, a zarazem o ograniczo­ne możliwości poetyckiego, w ogóle literackiego zapisu. I tu raz jeszcze przywołać trzeba znaczenie połączeń. Są nieodłącznym elementem każdej twórczości. Pocią­gają za sobą konieczność selekcji. Jedyne, co można zrobić, to zrezygnować z hie- rarchizowania wydarzeń i doświadczeń. Nastawić się na ich łączenie, przy możliwie jak najdalej posuniętej rezygnacji z obiektywnych założeń. Być w samym środku czasowości. „Ta wewnętrzna świadomość czasowości - pisze Buczyńska-Garewicz

-   poprzedza i warunkuje wszelkie pomiary aktów, dokonywane przez zewnętrzne­go obserwatora. W tym sensie wewnętrzny czas aktu świadomości jest «źródłową», pierwotną postacią czasu”[10].

 

Stroiciel, czyli niekonieczny epilog

Wiadomym jest także, że lutnia była instrumentem bardzo kapryśnym, czułym, trudno było grać na niej, bo ustawicznie się rozstrajała. Mówili i zaśmiewali się ówcześni z tego, że lutnista więcej czasu spędzał na przykręcaniu kołków aniżeli na samej grze. I wyobrażamy sobie, jak trzymał ją, dotykał palcami strun, przekrzywiał głowę i nasłuchiwał, i trącał te struny, przykrę­cał kołki na gryfie, a tu przecież czekają, zapatrzeni, niecierpliwi, nadsłuchujący z otwartymi oczami[11].

 

Jest to urywek opowiadania/eseju Zygmunta Haupta zatytułowanego Lutnia. Gdy niedawno po raz kolejny wczytywałem się w tę prozę, to w obrazie przykręcającego kołki i przekrzywiającego głowę poety dostrzegłem Piotra Sommera.

Autor Nowych stosunków wyrazów wręcz z lubością oddaje się dostrajaniu swego poetyckiego instrumentarium. Nie inaczej jest w przypadku wierszy o połącze­niach, dniach i czasie. Jeśli już nawet Sommer wypowie jakąś konstatację na ten temat, to natychmiast unosi gryf i zaczyna majstrować przy kołkach. Szuka lep­szego brzmienia, trafniejszej konfiguracji wyrazów, zdarzeń i osób. Szuka nowych połączeń. Przyuważa je także dzięki temu, że wyciąga wnioski z wcześniejszych obserwacji. Bohdan Zadura zauważył kiedyś, że Sommer „obwąchuje” i „obstu­kuje” wiersze i przekłady (swoje i cudze). To żmudne, czasem wręcz obsesyjne strojenie, obwąchiwanie i obstukiwanie doprowadza go do kolejnych wytrawnych kompozycji, luźnych, lekkich, a przecież niezwykle sugestywnych połączeń.

 



[1] P. Sommer, Światła dworca, w: Rano na ziemi (wiersze z lat 1968-1998), Poznań 2009, s. 120.

 

[2] Ibidem, s. 117.

[3] Ibidem, s. 121.

[4] P. Sommer, Dni i noce, w: idem, Dni i noce, Wrocław 2009, s. 10. Dalej tom oznaczam DIN

[5] P. Sommer, Przewroty słów, zawroty czasu. Notatki o poezji Jerzego Ficowskiego, w: idem, Po stykach, Gdańsk 2005, s. 55, 59.

[6] Zob.: H. Buczyńska-Garewicz, Metafizyczne rozważania o czasie. Idea czasu w filozofii i literaturze, Kraków 2003 - szczególnie rozdział pierwszy pt. Zagadka czasu.

[7] Ibidem, s. 27.

[8] Warto w tym miejscu przywołać wykorzystywane już rozważania Sommera o kwestii czasu w poezji Ficowskiego. Jest tam mowa o charakterystycznym dla wierszy autora Odczytywania popiołów „niewy- starczalnym teraz” i rozciąganiu teraźniejszości o to, co wydarzyło się wcześniej. P. Sommer, Przewro­ty..., op. cit., s. 50.

 

[9] E. Husserl, Wykłady z fenomenologii wewnętrznej świadomości czasu, przeł. J. Sidorek, oprac. A. Półtawski, Warszawa 1989, s. 8-9.

[10] H. Buczyńska-Garewicz, op. cit., s. 32.

 

[11] Z. Haupt, Lutnia, w: idem, Baskijski diabeł. Opowiadania i reportaże, oprac. A. Madyda, Warszawa 2007, s. 266.


Jerzy Borowczyk



copyright Jerzy Borowczyk
copyriht WBPiCAK

Esej umieszczony został w tomie Wyrazy życia. Szkice o poezji Piotra Sommera nakładem WBPiCAK.
Kup w WBPiCAK 

 


Nick:
Tresc: