
Zimowy czas na pewno nie jest najlepszą okazją do manifestowania swoich klubowych sympatii. Jednak powszechnie wiadomo, że prawdziwego kibica pogoda nie zniechęci. Tak więc niesiony falą masowej kultury kibicowskiej, nie zważając na mróz czy śnieg sypiący w oczy, z typową sobie zaciętością, postanowiłem wyjść z domu i święto futbolu przeżyć razem z innymi entuzjastami tego sportu. W końcu Poznań znany jest ze swojej miłości do piłki oraz mody na kibicowanie [w Poznaniu "kolejorz" był od zawsze]. Motywowanego starą prawdą, że nic tak nie rozgrzewa i nie poprawia humoru jak złocisty trunek, nogi same poniosły mnie do pubu.
Przed oczami miałem ciągle żywe obrazy morza niebieskich szalików podczas mistrzowskiej fety na rynku czy wspólne chwile triumfu, kiedy to Lech mierzył się w europejskich pucharach podczas wyjazdowych meczów. Wraz z tymi którym niedane było stać się naocznym świadkiem tych historycznych sukcesów, zasiadałem wówczas w pubach i tam wspólnie celebrowaliśmy te często dramatyczne spotkania.
Wspomniana już moda na kibicowanie wraz z popularyzacją sportu wśród szerszych kręgów społeczeństwa, przyczyniła się również do większej aktywności społecznej. Sceptycy powiedzą że stworzyła tak zwanych „kibiców sukcesu”, którzy to są z klubem tylko w momencie fetowania triumfów. Zapytają również, gdzie byli ci ludzie ,kiedy to (jeszcze w nie tak dawnej przeszłości) Lech grał w drugiej klasie rozgrywkowej. Jednak niezaprzeczalnym wydaje się być fakt, iż piłkarskie szkółki juniorskie przeżywają istny szturm przyszłych mistrzów futbolu. Pięknego stadionu również nie sposób nie zauważyć. I choć w ostatniej rundzie bywało, iż świecił pustkami, to było to raczej pokłosie słabszej formy drużyny i mało atrakcyjnej piłki która nie każdemu kibicowi musiała przypaść do gustu. Natomiast nie mam wątpliwości i tu pozwolę sobie przytoczyć solidarnościowe hasło, że: „Zima wasza, WIOSNA NASZA!”
Wracając jednak do istoty rzeczy-zasiadłem w pubie i przegryzając orzeszki oczekiwałem emocji, polotu i wirtuozerii piłkarskiej. W mediach zapowiadano kolejną odsłonę pojedynku Cristiano Ronaldo z Leo Messim, oraz Guardioli z Mourinho. No i stało się: Wielkie Derby Europy, jak zwykle walka od pierwszych minut w pięknej oprawie przy nieustającym dopingu. Fenomenalny Cristiano zdobywa bramkę po przepięknym strzale, i miejscowi kibice zaczynają fetę. Jednak to doświadczenie piłkarzy Barcelony daje o sobie znać w kolejnych minutach. Perfekcyjnie wykonany stały fragment gry i piłka ląduje w bramce po strzale Carlesa Puyola. Następnie mierzone dogranie Messiego i Eric Abidal nominalny obrońca niczym wytrawny napastnik umieszcza piłkę w bramce. Wielki Klasyk pada łupem chłopców Josepa Guardioli, którzy to pod jego wodzą na Santiago Bernabeu jeszcze nie przegrali. I choć stawka meczu ćwierćfinałowego mogłaby wydawać się drugorzędna to nikt w starciu o Puchar Króla nogi nie odstawił. Do tego stopnia, że emocje wyraźnie ponosiły piłkarzy, takich jak na przykład Pepe, który mimo wielkiej piłkarskiej klasy nagminnie przekraczał przepisy grając po prostu brutalnie i bezmyślnie.
W każdym starciu tych dwóch drużyn nie możemy uciec od pozaboiskowych podtekstów i smaczków. Historycznie mecze Barcelony z Realem były okazją do manifestowania przekonań i poglądów. Kastylia,popierana przez przedwojenny reżim Franco kontra Katalonia, wraz ze swoim duchem wolności i suwerennej autonomii, w owych czasach brutalnie pacyfikowana. W historii rywalizacji tych dwóch klubów doszło nawet do tego, iż polała się krew, kiedy to podczas wojny domowej prezydent Barcelony zginął z rąk zwolenników Franco. Potem kwestie budzących ogromne emocje transferów pomiędzy obydwoma klubami, aż po wzajemne antagonizmy obecnych trenerów.
Tak więc byłem zaskoczony niewielką frekwencją którą zastałem w pubie, pamiętając, iż ostatnio kiedy mieliśmy do czynienia z El Clásico ledwo udało mi się tam wcisnąć. Wracając również nie dało zauważyć się zbyt wielu entuzjastów Hiszpańskiej Primera División. Szczególny dla Polaków 2012 rok, powinien potęgować zainteresowanie sportem i gorąco wierzę (z typowym naszej nacji optymizmem), iż owa popularyzacja nastąpi na kanwie polskich sukcesów. A jak na razie pozostaje mi namawiać i zachęcać licząc, że zobaczymy się 25 lutego podczas rewanżowego spotkania ćwierćfinałowego Pucharu Króla. Ponieważ jak mawiał Antoni Kępiński: „Kultura - to miłość do świata”. A z tego wynika prosta konkluzja, iż nie wolno kulturą gardzić i to ani tą wyższą ani masową. Sport zaś niewątpliwie do kultury zaliczyć można – i to zarazem do kultury ducha, jak i ciała. A człowiek chcąc czerpać z życia pełnymi garściami nie powinien zmarnować żadnej dogodnej okazji.
| ©2012 StanSkupienia | biuro@stanskupienia.pl |