Zapraszamy na spektakl duetu Kalauz/Schick „CMMN SNS PRJCT” w sobotę, 19.05.2012, godz. 19:00, Centrum Kultury Zamek, Sala pod Zegarem Więcej...
Romek Franczyk: To moja pierwsza przygoda z Sagą Zmierzch. Może zabrałem się za to od złej strony i nie potrafię docenić zmyślnej koncepcji kryjącej się w tejże sadze o ludziach, wampirach, wampirach będących wilkami i mezaliansach między wszystkimi zainteresowanymi stronami. Moja podstawowa wątpliwość jest taka: jaki pożytek, jaki fenomen, poza rozrywką (jak dla mnie wątpliwej jakości), stoi za tym filmem i w następstwie za sagą? Co decyduje o jej sukcesie?
A. Ozioro: Odpowiedź jest prosta. Otóż w sadze widzimy zwykłą dziewczynę, z którą może utożsamiać się każda przeciętna nastolatka. Dziewczynę, która zainteresowała sobą, swoją autentycznością, kogoś tak niezwykłego i nietuzinkowego jak Edward Cullen. W tym tkwi cały fenomen sagi Zmierzch. Niemożliwe staje się możliwym. Barwne postaci typu, jak pan błędnie twierdzi, wampiry będące wilkami, są czymś co nie pozwala sadze stać się zwykłym „harlequinem”. Klasyczna koncepcja zakazanej miłości, która doskonale sprzedaje się już od wieków osadzona jest tu w nietypowej scenerii tajemniczości świata do którego wstęp mają tylko wybrani. A któż z nas nie chce być właśnie tym wybranym?
RF: Konwencja nietypowej miłości jest właśnie na wskroś harlequinowa. Zwyczajna dziewczyna, nadzwyczajny mężczyzna. Zresztą nie tylko harlequinowa. Nadzwyczajny Bond i jego kochanki, kobiety Indiany Jonesa – to przykłady tego typu narracji z punktu widzenia mężczyzn, ale poza tym w tamtych filmach toczy się jeszcze akcja podstawowa, która przez relację kobieta-mężczyzna jest tylko dopełniana (przez co łatwiej przymknąć oko na to, że bazuje na – nieraz szkodliwych – stereotypach w relacjach damsko męskich). Tutaj narracja skupia się tylko na uczuciach rodem z mydlanej opery ubarwionej historią o wampirach. Co gorsza, zastanawiam się jakie morały można wynieść z filmu, oprócz tego, że miłość przetrwa wszystko. Że zazwyczaj mężczyzna mówi o płodzie „to” a kobieta „dziecko” – niezależnie od swojego „wampirostwa”? Że zawsze w życiu pojawia się jakieś deus ex machina, jak w sytuacji, w której wilki nie mogą dopiąć swego – jakże nikczemnego – zamiaru, bo nagle na widza spływa wiedza tajemna: w sytuacji dotychczas bez wyjścia i zupełnie przegranej pojawia się jakiś zapis w kodeksie wilków uniemożliwiający im dopięcie swego i w cudowny sposób ocalający jedną z postaci? Że kodeks moralny potrafi sparaliżować działania grupy w każdej sytuacji przez kodeks regulowanej, uniemożliwiając np. jednym fizyczne przeskoczenie przez rzekę, podczas gdy inni dokonują tego z łatwością?
AO: Kochanki Bonda mają to do siebie, że są jego uprzedmiotowianymi maskotkami, cyklicznie się wymieniają. Natomiast Bella jest tą jedną jedyną, na wieczność bez której Edward żyć nie tylko nie chce, ale i nie może. To nie jedyny atut Belli, posiada ona wrodzone zdolności, coś czego wampir nie potrafi pojąć. Bella ma w sobie tajemnicę owianą codziennością i właśnie to jest w niej najbardziej pociągające. Masz rację, ten kto na siłę szuka morałów w sadze nie znajdzie ich. Myślę, że zarówno film jak i książka ma na celu przypomnienie nam o tym co jest ważne. Uwypukla pewne wartości, w sposób interesujący i działający na wyobraźnię. Przerysowanie postaci i fabuły ma na celu przykucie uwagi, oderwanie od szarej rzeczywistości, może zaintrygowanie. Morały o miłości, o instynkcie macierzyńskim, honorze i kodeksie nie sprzedałyby się i tym samym nie dotarłyby do rzeszy nastolatków bez tak barwnie wymyślonego świata wampirów, wilkokształtnych, ludzi -„wszystkich zainteresowanych stron”.
RF: Kochanki Bonda to luźny przykład, który praktycznie wszyscy znają. Relacje nie muszą się sprowadzać do bycia maskotką, mogą być próbą walki ze stereotypem zakorzenionym gdzieś w postawie bohaterów (choćby Budka Telefoniczna z Farellem, gdzie jakiś stereotyp męskiego świata zostaje uznany za zły), czy demonstracją równouprawnienia w relacjach mężczyzna – kobieta (kultowi Urodzeni Mordercy z Juliette Lewis i Woodym Harrelsonem, którzy są - jak w Sadze Zmierzch - w filmie Stone’a sobie pisani), niemniej generalnie w tym punkcie zgoda. Jak już pisałem wcześniej, „miłość zwycięży wszystko” jest jedną z niewielu pozytywnych point, nadzieją dla każdej nastolatki płynącą przynajmniej z pierwszej części Przed świtem. Jednak poza tą nadzieją moje obawy dotyczą głównie tego, że obraz jest wynaturalniony. I nie chodzi o świat wampirów zestawiony ze światem ludzi – to konwencja, tak samo, jak Harry Potter, Władca pierścieni, Gwiezdne wojny, Piraci z Karaibów. Chodzi o to, że konstrukcja fabuły jest niespójna. To znaczy jest zachowany ciąg przyczynowo skutkowy: dziewczyna zachodzi w ciążę, będzie albo poród, albo inne działanie. Jednak ciąg przyczynowo skutkowy ulega zupełnemu zwichrowaniu, jeżeli chodzi o moralność. I nie chodzi mi tutaj o zsubiektywizowanie moralności – np. we wcześniej wspomnianych Piratach z Karaibów sprawdziło się to świetnie – bardziej o to, że moralność zostaje konstytuowana naprędce (np. dość przypadkowe decyzje wampirowilków). Mamy do czynienia z tanią emocjonalną pirotechniką w celu zawiązania fabuły i nie jestem przekonany czy emocjonalna pirotechnika, obok wcześniej wspomnianych stereotypów, nie niesie z sobą wiele dobrego.
AO: Wywód iście godny pochwały. Czytelnik od razu wyczuje, że zna się pan na rzeczy. Niestety (albo na szczęście), ktoś kto idzie do kina na konkretny film chłonie fabułę właśnie tego konkretnego filmu. Nie analizuje w trakcie seansu i nie porównuje akcji do Harrego Pottera, Władcy Pierścieni, Gwiezdnych Wojen itd. Stając w obronie filmu i odnosząc się do „moralności konstytuowanej naprędce” muszę stwierdzić, że najzwyczajniej nie widział Pan wcześniejszych części Sagi a co gorsza nie czytał Pan książek, gdzie wszystko jest wyjaśnione w reminiscencjach i legendach. W mojej opinii filmowi chwali się wartka akcja. Owszem, w porównaniu do książek film, którym mówimy wypada blado, ale to nie żadna nowość, że słowo pisane przyćmiewa swą ekranową wersję. Być może Panu nie udało się uchwycić sensu ów „pirotechniki” emocjonalnej, która miała na celu pokazanie, że ludzkie uczucia nie stoją w miejscu a pędzą galopem, czasami nawet na oślep. Jeśli chodzi o stereotypy, chłodne i sztywne - to Bogu dzięki za zachwiany ciąg przyczynowo - skutkowy, który wyzwala Bellę z kajdan oblubienicy idealnego mężczyzny. Sądzę, że aby nadal prowadzić dyskusję musimy poczekać na część 2 Przed Świtem, gdzie jak mniemam wszystko się rozstrzygnie.
| ©2012 StanSkupienia | biuro@stanskupienia.pl |