
Na film zaprasza kino Muza
„Rzeź” to kolejna odsłona talentu Romana Polańskiego – reżysera nagrodzonego chyba wszystkimi prestiżowymi nagrodami filmowymi. Tym razem, we współpracy z Yasminą Rezą, stworzył absolutnie przezabawny scenariusz. Ta pełna czarnego humoru farsa to doskonały wybór na weekendowe (choć oczywiście nie tylko) popołudnie. Jest w niej, jak w dobrej sztuce teatralnej, komizm językowy, sytuacyjny i charakterologiczny (postaci).
Pomiędzy dwoma dziewięciolatkami dochodzi do sprzeczki. Ponieważ na utarczkach słownych się nie kończy, jeden wybija drugiemu dwa przednie zęby. Ta na pozór standardowa wśród dzieciaków sytuacja sprawia, że rodzice chłopców postanawiają się spotkać, aby spisać protokół powypadkowy i ustalić zakres odpowiedzialności za szkodę w postaci utraconych (bezpowrotnie) siekaczy.
Dwie nowojorskie pary – Państwo Longstreetowie i Cowanowie to przykład (przynajmniej na pierwszy rzut oka) uprzejmych, życzliwych i bezkonfliktowych ludzi ceniących dobre maniery i elokwentnych (o czym świadczy chociażby pokaźna kolekcja albumów największych malarzy pani domu). Ot, elita amerykańskiego społeczeństwa. Ułożeni, otwarci na współpracę, z pewnością nie zamierzają wyciągać przykrych konsekwencji z powodu przepychanek synów. Rachityczna Penelope Longstreet (doskonała kreacja Jodie Foster) chce zbawić świat, a przynajmniej Afrykę, otwierając ludziom oczy na problem Darfuru. Na co dzień pracuje w księgarni i pisze swoją książkę-wezwanie do pomocy Krajom Trzeciego Świata. Jest też współautorką specjalistycznego, nikomu nie znanego dziełka. Jej mąż, Michael (w tej roli John C. Reilly) jest przedstawicielem handlowym – wciska ludziom sprzęt AGD. Prostolinijny facet, nie owija w bawełnę, do pewnego momentu zdaje się być pod pantoflem żony-moralistki. Państwo Cowan prezentują raczej high-class. Są elegancko ubrani, ich profesje są też bardziej intratne. Pani Cowan, pseudonim „Duduś” (Kate Winslet), działa w branży nieruchomości, zaś Pan Cowan, Alan (w tej roli Christoph Waltz) jest prawnikiem, który obsługuje koncern farmaceutyczny. I nigdy nie wyłącza swojej komórki. Jak się później okazuje, to „nigdy” też bywa do czasu.
Na pozór miła konwersacja, najpierw o synach, potem po trosze o niczym (o tulipanach w wazonie, o szarlotce według przepisu teściowej, etc.) powoli przeradza się w krwawą jatkę. Potyczki słowne i złośliwości zdają się nie mieć końca. Wojna na słowa, miny, gesty. Prawdziwa wojna domowa.
Cała fabuła utrzymana jest w konwencji kontredansu – figurowego tańca towarzyskiego. Pary najpierw stają naprzeciw siebie, potem do słownych utarczek dochodzi między odpowiednio Panią Cowan i Panem Longstreet a Panią Longstreet i Panem Cowan, aż wreszcie mamy obozy damski i męski. To niesamowite jak szybko zmieniają się te konfiguracje w trakcie dyskusji. I jak bardzo pomocna okazuje się w tym szklaneczka whisky.
Najpierw mamy ułagodzone uśmiechy, potem odrobinę sarkazmów, a finalnie furię każdego z uczestników spotkania. Film trwa ponad półtora godziny i jest jedną wielką kłótnią. Gra w nim tylko (względnie „aż”) 4 aktorów, ale za to jakich. Absolutny creme de la creme. Akcja filmu toczy się praktycznie w jednym (i ciągle tym samym) pomieszczeniu – pokoju dziennym. Doskonałe dialogi sprawiają, że widownia co chwilę wybucha salwą śmiechu. Mistrzowska gra aktorów oraz splot niesamowitych sytuacji (z wymiotowaniem na, o zgrozo!, Kokoschkę włącznie) sprawiają, że ten film trzeba koniecznie zobaczyć. Trafnie uchwycona prawda, że kłótnia uzależnia, a ludzie niekoniecznie są takimi, na jakich w pierwszej chwilą wyglądają. Demony drzemią w każdym z nas. Polecam.
http://www.kinomuza.pl
| ©2012 StanSkupienia | biuro@stanskupienia.pl |